Powiedzmy sobie prawdę. Projekt “Kapitał” w obecnym swoim kształcie poniósł sromotną porażkę. Okazało się, że warunki techniczne, zaplecze książkowe i łącznie 14-osobowy Zespół wolontariuszy z dokonanym przydziałem pracy – to nie wszystko. Po raz kolejny okazało się, że tzw. ludzie lewicy o pracy potrafią tylko prawić, dyskutować (a właściwie “dyskursować”!) – ale już nie potrafią jej wykonywać. Rok, który upłynął z pewnym naddatkiem, z bardzo drobnym wyjątkiem (niezastąpiona Marta W.!), dobitnie to udowodnił. Zapał był wielki, jednak się szybko wypalił.
Co w takim razie? Przyjmując dziś tak samo silnie jak pierwszego dnia poczucie, że digitalizacja Marksowskiego opus magnum jest KONIECZNA (nie jest wynikiem nudy, chęci “czegoś_zrobienia”, zwykłego widzimisię – lecz koniecznością historyczną i polityczną zarazem) zmieniamy koncepcję pracy Projektu. Dostosowujemy się do zaistniałych warunków, mając cel cały czas przed oczami.
Pierwotnie stawialiśmy sobie za cel przygotowanie elektroniczne wszystkich tomów “Kapitału”, by udostępnić ich treść wszystkim zainteresowanym, ale także by przygotować nowe (pierwszy raz po 1989 roku) wydanie (w najszerszym sensie, zarówno elektronicznym, drukowanym, jak również audiobookowym). Wymagało to odpowiednio dużo pracy, którą rozłożyliśmy wstępnie na okres 2 lat, a które charakteryzowały 4 czynności: skanowanie, korekta, skład, kontrola. Po ukończeniu tych zadań na porządku dziennym pojawiałyby się zadania wydania drukarskiego książki, a także jej nagrania audio.
Dziś wiemy, że znaczna część tych czynności, w sytuacji realnego rozpadu Zespołu wolontariuszy i prowadzonych przez niego prac, przechodzi do lamusa. Lamusa, z którego w lepszych czasach będą mogły być wyciągnięte.
Na dziś przyjmujemy zadanie przedstawienia wszystkim zainteresowanym całej treści Markowskiego “Kapitału”. By to uczynić postanowiliśmy zeskanować całe jego dotychczasowe wydanie (z “Dzieł”) i przygotować z tego materiału przeszukiwalny dokument PDF. Korekta będzie ograniczona do najbardziej newralgicznych momentów, skład, kontrola – odpadają, bowiem bazować będziemy na materiale źródłowym (który w postaci pliku PDF będzie odwzorowany optycznie – jak na kserokopiarce). Wydaje się to “salomonowym rozwiązaniem”, przynajmniej na dziś. Na przyszłość takowy przeszukiwalny dokument PDF będzie mógł stanowić dowolny punkt wyjścia do dalszych prac.
Już wkrótce udostępnimy pierwszą partię takiego “nowego ujęcia”. I będziemy czekać na Wasze komentarze.